C

O randze Międzynarodowego Festiwalu i Konkursu Gitarowego „Śląska Jesień Gitarowa” w Tychach decydowała nie tylko najwyższa jakość programu i obecność najwybitniejszych gitarzystów świata oraz towarzyszące im świetne orkiestry symfoniczne. Równie ważnym elementem budowania jego marki była przez niemal trzy dekady konsekwentnie tworzona oprawa plastyczna autorstwa Lecha Kowalczyka. Od pierwszej edycji w 1986 roku aż po czternastą – przez 28 lat – artysta projektował scenografie, większość plakatów, foldery, programy, druki, reklamę zewnętrzną, gadżety oraz szatę graficzną płyt CD, a w kolejnych edycjach także festiwalową statuetkę-nagrodę. Archiwalne źródła potwierdzają jego udział już w pierwszym programie festiwalu, a późniejsze materiały określają go jako autora scenografii i oprawy plastycznej, a także uczestnika prac komitetów organizacyjnych festiwali.

Powstał dzięki temu rozpoznawalny, własny język wizualny „Śląskiej Jesieni Gitarowej” – nastrojowy, elegancki i zmienny, lecz zawsze charakterystyczny. Indywidualnie projektowane scenografie nie były dekoracją, lecz plastycznym „przedłużeniem pola funkcjonowania” muzyki. Poprzez światło, kolor, przestrzeń, formy rzeźbiarskie i rytm współtworzyły klimat każdego koncertu. Ich oryginalność zauważano także w relacjach z festiwalu – scenografia określana była jako stały i charakterystyczny element wydarzenia, który z czasem tworzył jego niepowtarzalny styl firmowy – wyczekiwany, komentowany, lubiany i zapamiętywany. W ten sposób muzyka i obraz tworzyły jedną artystyczną całość, budując atmosferę, którą zapamiętywała zarówno publiczność, jak i goście oraz obserwatorzy, członkowie jury i artyści – m.in. Costas Cotsiolis, Badi Assad i Assad Family, Al Di Meola, Marcin Dylla, Jordi Savall czy Marek Moś z AUKSO Orkiestrą Kameralną Miasta Tychy. To właśnie ta konsekwentna synergia muzyki, scenografii i identyfikacji wizualnej współtworzyła niepowtarzalną markę festiwalu.

Fot. Lech Kowalczyk, Śląska Jesień Gitarowa 1986 r. Projekt scenografii w Teatrze Małym w Tychach autorstwa Lecha Kowalczyka, inspirowany statuetką projektu Remigiusza Dulki

Dwa języki jednej sztuki

Przez dwadzieścia osiem lat – od pierwszej do czternastej edycji Międzynarodowego Festiwalu Gitarowego „Śląska Jesień Gitarowa” w Tychach – scenografia współtworzyła jego obraz, atmosferę i wizualną tożsamość. Przestawała być projektowaniem oprawy wydarzenia, a stawała się próbą stworzenia innego plastycznego języka, który – niekoniecznie statyczny – mógłby spotkać się z falującym w przestrzeni językiem muzyki.

Najważniejsze stawało się splatanie się dwóch dziedzin sztuki – muzycznej i plastycznej. Gitara jest instrumentem o niezwykłej sile przywoływania obrazów i emocji. Jej muzyka wyrasta zarówno z tradycji klasycznej, jak i nowoczesności, ale ma w sobie także pierwiastek kultur ludowych: hiszpańskiej, kubańskiej, południowoamerykańskiej. W jej brzmieniu spotykają się rytuał, taniec, melancholia, żywioł i cisza. Ta wielość muzycznych światów wymagała plastycznych poszukiwań.

Twórca scenografii starał się odnajdywać dla nich wizualne odpowiedniki – nie ilustrować muzyki, lecz próbować dotknąć jej tajemnicy innym językiem. Światło, kolor, materia, rytm, przestrzeń i formy rzeźbiarskie stawały się środkami budowania nastroju. Scenografia miała pozostawać w tle, aby nie odbierać muzyce jej pierwszoplanowej roli, a jednocześnie, współistniejąc z nią, tworzyć wzbogacającą płaszczyznę jej odbioru.

Fot. Lech Kowalczyk, Śląska Jesień Gitarowa 1996 r. Projekt scenografii autorstwa Lecha Kowalczyka i prezentacja statuetki w Teatrze Małym w Tychach

Szczególnie ważnymi okazywały się bezpośrednie rozmowy i uzgodnienia z wykonawcami. Wspólne poszukiwanie właściwej przestrzeni dla muzyki miało znaczenie podczas koncertów takich artystów jak Badi Assad i Assad Family, Jordi Savall, Ana Vidović, Marek Napiórkowski, Jarosław Śmietana, Tantalus Quortet, José Antonio Rodríguez. Ich muzyczne wizje stawały się impulsem do tworzenia indywidualnych scenicznych światów. Nie były one dekoracją gotową wcześniej i narzuconą artyście. Powstawały w dialogu – jako próba przełożenia muzycznej ekspresji na język obrazu.

Autor scenografii zawsze pozostaje „w cieniu”. Jego zadaniem nie jest konkurowanie z wirtuozem, lecz stworzenie przestrzeni, w której jego sztuka może zabrzmieć pełniej. A jednak właśnie poprzez to pozostawanie w tle plastyka może stać się współtwórcą wydarzenia – uczestnikiem  szczególnej transcendencji, która rodzi się wtedy, gdy muzyka i obraz przestają funkcjonować osobno, zyskując przy tym przestrzeń w której dźwięk może być… widzialny, a obraz – słyszalny. Oba języki sztuki przenikają się wtedy, tworząc wspólne doświadczenie emocji, przestrzeni i znaczenia. Przez dwadzieścia osiem lat powstawały więc nie tylko kolejne scenografie, plakaty czy wydawnictwa tworzone przez Lecha Kowalczyka. Powstawała tożsamość wizualna festiwalu – rozpoznawalny, autorski świat, w którym muzyka otrzymywała swój kolor, przestrzeń, światło i materię.

Dziś najważniejsze wydaje się to, że obrazy tych koncertów pozostały w pamięci festiwalowej publiczności. Być może właśnie dlatego, że muzyka i plastyka spotykały się tam nie jako dwie osobne sztuki, lecz jako dwa języki opowiadające tę samą, nie zawsze dającą się nazwać tajemnicę –  tajemnicę światów wyobrażonych.

 Kiedy muzyka otrzymuje swój drugi język…

Scenografie Lecha Kowalczyka nie były dekoracją koncertu. Były próbą stworzenia drugiej przestrzeni dla muzyki – przestrzeni, w której język dźwięku spotykał się z językiem obrazu, światła, materii i formy. Powstawał w ten sposób rodzaj wielojęzykowego teatru, pozbawionego jednak dosłowności. Las nie musiał oznaczać lasu, kropla rosy stawała się kryształem, gotycka architektura nie była rekonstrukcją żadnej rzeczywistej budowli, a rzeźbiarskie postacie nie były bohaterami konkretnej opowieści. Wszystkie te elementy stawały się znakami otwierającymi wyobraźnię.

Światło wydobywało z ciemności fragmenty scenicznego świata, ustanawiało jego rytm
i zmieniało znaczenie form. Niebieskie, niemal niematerialne drzewa przywoływały chłód, tajemnicę i przestrzeń poza codziennością. Złote sylwety i fakturalne płaszczyzny budowały świat bardziej archaiczny, organiczny, bliski pamięci i rytuałowi. Monumentalne, gotyckie formy tworzyły natomiast architekturę niemal metafizyczną – nie tyle miejsce, ile stan ducha. Rzeźbiarskie figury pojawiały się jak milczący współuczestnicy muzycznego misterium. Wtedy nawet solista-wirtuoz stawał się częścią muzycznego misterium, a nie tylko jego wykonawcą.

Badi Assad w pokoncertową noc nazwała scenografię ich koncertu „najlepszym miejscem na świecie, w jakim przyszło grać muzykom Assad Family w całej historii  zespołu. Tak, to był nasz najlepszy koncert” – pisała do scenografa.

Fot. Lech Kowalczyk, Śląska Jesień Gitarowa 2012 r. Scenografia, horyzont, światło, kompozycja sceny według projektu i realizacji Lecha Kowalczyka i Tomasza Kowalczyka (koncert The Assad Family z Brazylii w Teatrze Małym w Tychach)

W tak skonstruowanej przestrzeni koncert przestawał być jedynie prezentacją utworów. Stawał się spotkaniem dwóch sposobów myślenia o świecie. Muzyka budowała swój niewidzialny wymiar, plastyka – jego widzialny odpowiednik. Oba języki nie tłumaczyły się wzajemnie, lecz pozostawały w napięciu, dzięki któremu rodziła się trzecia wartość: wspólne przeżycie. Słuchacz wyrafinowanej muzyki przestawał czuć się zagubiony, a jego umysł mógł podążać śladami intencji i idei kompozytora. Jako słuchacz i widz czuł, że staje się częścią i współuczestnikiem świata wyobrażonego.

Być może właśnie wtedy słuchacz przestawał też pytać, co w muzyce imituje śpiew ptaka, szum lasu, taniec, rytuał czy odgłos natury. Przestawał szukać dosłownych znaczeń i zaczynał słuchać głębiej. Obraz pomagał mu przekroczyć powierzchnię dźwięku i wejść w jego wewnętrzną strukturę – w emocję, ideę, napięcie, pamięć i zamysł twórcy-kompozytora. Scenografia nie mówiła więc: „oto, co słyszysz”. Mówiła raczej: „oto przestrzeń, w której możesz to przeżyć”.

Bo właśnie w takim miejscu zaczyna się transcendencja. Muzyk, dźwięk jego instrumentu, sceniczna przestrzeń, światło i widz przestają funkcjonować jako osobne elementy. Splatają się w jedno doświadczenie – współodczuwanie i współzrozumienie, dla którego nie istnieje już jeden język. Jest muzyka, jest obraz, jest światło i jest wyobraźnia odbiorcy.

W najlepszych momentach taka scenografia znika jako „scenografia”. Pozostaje po prostu świat, w którym muzyka mogła wydarzyć się pełniej.


Fot. Lech Kowalczyk, Śląska Jesień Gitarowa 2012 r. Produkcja elementów scenografii w pracowni artysty

Lech Kowalczyk

Artysta plastyk i scenograf, autor oprawy plastycznej oraz twórca wizualnej tożsamości Międzynarodowego Festiwalu i Konkursu Gitarowego „Śląska Jesień Gitarowa” w Tychach w latach 1986–2014
Więcej informacji na stronie artysty LECH KOWALCZYK ART